sobota, 5 listopada 2011

Red Pyramid - "The Air Between Us Turns to Ashes"


Witam panstwa. Dzis mam zaszczyt przedstawic wam kwartet Red Pyramid i ich ostatnia dotad plyte "The Air Between Us Turns to Ashes" . Krotko i na temat . Pamietacie Stabbing Westward ? Taki bardzo dobry zespol, ktory dokonal niezrozumialej wolty stylistycznej i teraz ,pan z owego SW ma grzywke i jest smutny ? Nie o przepoczwarzaniu jednak chce mowic . Wspomniec natomiast chce o plycie  ,ktora idealnie pasuje do luki , ktora pozostala po SW . Co wiec tu mamy ? Swietna sekcje rytmiczna (zywe bebny , tak , zywe) Bardzo dobra prace gitar (czasami radio friendly , ale w dobrym tego slowa znaczeniu) . Kompozycje ,ktore wciagaja i wokal ,ktory radzi sobie doskonale bez zadnych przesterow , tunningowania , etc. Nie wiem dlaczego takie plyty przechodza niezauwazone . Ok , w przypadku Corrupted Suburbs mozna mowic o pewnej "hermetycznosci" takiego grania . Red Pyramid natomiast swoj rock - industrialny odziali w bardzo przystepne szaty. W zadnym wypadku nie chce mowic tu o komercyjnych posunieciach. Nie o to mi chodzi. Mowie o produkcji , o kompozycjach....to taki zespol , ktory moze byc wprowadzeniem do tej sceny. Pal licho ,ze slychac tutaj echa Stabbing Westward z jednej i (uwaga) pierwszej .....Ademy z drugiej strony. "The Air Between Us Turns to Ashes" to poprostu przyjemny material. Nie przesiakniety natretnymi leadami , nie ociekajacy perwera , a jednak majacy w sobie to cos co pozwala zaliczyc ich do zacnego grona kapel Industrialno-Rockowych. Josev Kosier , Matthew Miller , Josh Armstrong i Will Jaeger nagrali plyte , do ktorej czesto bede wracal. Nie odkrywa ona nowych horyzontow , ale w swojej "kategorii wagowej" naprawde bardzo daje rade i jest ....tak , jest poprostu przyjemna . Dopracowana , przemyslana i.....no wlasnie , taki byl Stabbing Westward ;)


"The Air Between Us Turns to Ashes"  wydana w 2010 to jedyny  ,jak dotad, pelnowymiarowy krazek chlopakow .


Stronka oficjalna : Red Pyramid - official   
Numer przykladowy : Red Pyramid - "Twenty:Thirteen



Tracklista :
1. In the Name  
2. Paramour 
3. Utopia 
4. Last Walk Through the Snow  
5. Rings On Her Fingers 
6. Twenty:Thirteen  
7. Appletree  
8. Thick as Thieves  
9. Echo In the Well  
10. Knot and Circle Mask  
11. Peaceable Kingdom 
12. Hospital



No i plytencja :
Red Pyramid - "The Air Between Us Turns To Ashes" 

sobota, 29 października 2011

Rock Industrialny a sprawa polska

HELL o! 
Tym razem nie bedzie recenzji (jutro wrzuce swietna plytke , szczegolnie dla fanow Stabbing Westward). Dzis natomiast bedzie seria gorzkich zali w moim wykonaniu. Po pierwsze siedze w pracy, po drugie przyszlo mi czekac do srody na to by zobaczyc sie z osoba, ktora potrafi mnie zniesc ;) po trzecie , ekipa sie bawi gdzies w Kato albo w SC ( a ja siedze w robocie) wiec ...czas najwyzszy dac upust swojej frustracji ;)
Rock industrialny i ,ogolnie rzecz biorac, elektronika stanowila i stanowi po dzis dzien bardzo wazny element mojego "muzycznego" postrzegania swiata. Nie czuje sie patriota (w klasycznym tego slowa rozumieniu), ale chcialbym, zeby w PL scena Rockowo-Industrialna czy chociazby scena Electro (dark, harsh , whatever) dawala rade. Niestety. W naszym nadwislanskim grodzie wszystko jest albo chujowe albo wtorne. Moglbym oczywiscie darowac sobie nazwy , ale nie ...jak jechac to po calosci. W latach 90tych w USA triumfy swiecil Brian Warner, ktory to pod szyldem Marilyn Manson zlamal pewne tabu (no dobra ...nie zlamal tylko byl komercyjna mixtura GG Allina i Davida Bowie). Tak czy owak nazwa Marilyn Manson nie schodzila z naglowkow katolskich gazet i ust konserwatywnych politykow. Teraz Manson jest "czarnym karlem" . Niby jest , ale go nie ma ,etc ...Oczywiscie nasi krajanie musieli wziac pomysl na autokreacje , zerznac od MM wszystko co sie da , ubrac to w chujowe brzmienie , i ...poza tym brzmieniem (lepsze wykrecalem bawiac sie na FL 3.56) nie wniesc do muzyki nic . O czym mowie ? O tworze , ktory nie wiem czemu swieci triumfy wsrod zakompleksionych nastolatek , tnacych sobie zyly horyzontalnie. Zespolowi temu na imie Splendor i ...zeby nie byc gloloslownym to wkleje wam klip :Splendor - Flowers Of Evil
Co tutaj mamy ? Chujowo brzmiaca gitare , chujowe bebny , chujowy wokal (chujowy dla tego ,ze jest zwykla kalka MM) i zenujacy image , ktory laczy w sobie symbolike antyreligijna (wnioskuje po jabloni) i jakies drag-queenowe klimaty. Nie wiem do kogo panowie (?) chca trafic ze swoimi przekazem Coz, jesli chodzi im o Mansonowy target lat 90tych to "wake up call" - 15 lat za pozno. Gotyckie nastki zakochane w kucyku pony ? Target moze i kasiasty ,ale szybko przemija (bo dziewczynki dojrzeja i przebiora sie w szaty scenowiczek poswieconych bez reszty Death-Core'owi). Splendor muzycnie jest tragiczny. Nie mowie juz tutaj o fabrycznych brzmieniach synthow. Mowie natomiast o kompozycjach , ktore z plynnoscia powodujaca transowosc (i bedaca baza indurocka) maja tyle wspolnego co ja z uwielbieniem dla stolicy piotrowej.Co wiecej . Spiritus Movens Splendoru/ra , niejaki (a raczej nijaki) Majkel Prowokater (coz za chujowa ksywa) ma swoj wlasny , one-man project . Chyba mial byc muzyczny (nie wyszlo) . Dlaczego taki hate ? A prosze bardzo : Dlatego : Michael Provocateur. I wszystko byloby OK gdyby nie fakt , ze ta banda przebierancow pcha sie do mediow wszelkimi mozliwymi metodami. Jestem ostatnia osoba, ktora mialaby cos przeciwko promowaniu wlasnej muzyki ,ale ...jesli nie potrafisz nie pchaj sie ....
Dobrze , idzmy dalej. Elektronika wszak to nie tylko Rock Industrialny. To takze electro wszelkiej masci z ,najczesciej, perwersyjnym posmaczkiem. Czy mamy swoja odpowiedz na Psyclon Nine ? na Suicide Commando ? Czy mamy odpowiedz na XotoX ? Otoz tak. Twor zwie sie RSM i ,z tego co mi wiadomo, to jakas rozchwytywana gwiazda wiejskich dyskotek i podmiejskich potancowek. Rzucamy okiem na Youtube i co widzimy ? Ano to : RSM - Morderstwo .
Ja narpawde rozumiem ,ze mozna sie jarac dyskoteka ,ale ...do cholery . Psyclon Nine nie jada na presetach , maja zrozumialy wokal a nie przepuszczaja szeptow przez przester i flangery. No ludzie . Morderstwo ?? Tak ale na guscie sluchaczy. Nie wiem na czym ma polegac dzialanosc Halotan Records ,ale jesli na kompromitowaniu polskiej sceny to ...idzie wam swietnie - tu znowu RSM : RSM - LSD


Secjalnie nie wspominam tutaj o Agressivie 69 bo wspisywanie tej (zacnej skad inad grupy) do nurtu rocka industrialnego czy elektroniki jest troche na wyrost. Chce sie skupic na polskim podziemiu , na cholera .....nadziejach tej sceny . 


idzmy dalej : Nie pragne tylko i wylacznie hate'owac chociaz znowu musze wylac swoje gorzkie zale . Dlaczego do ciezkiej cholery promuje sie jakis "srendor" , kiedy Pawel (zwykly chlopak z Bydgoszczy) nagrywa w chacie taie numery ? Dirty Needle - Copycat . Dobra , moze brzmienie troche nie domaga , ale przynajmniej nie ma przesteru na wokalach ,a  za to jest rozbicie w panoramie. Zadaje pytanie dlaczego takich projektow sie nie dostrzega ? Dlaczego ktos pompuje (lacznie z TVNem) kase w jakies poronione pomysly typu splendor czy pozwala na cos takiego : RSM - 45 minut kompromitacj live ?? 


I chuj z tym juz ,ze sam sie na scenie obracam (w troszke innej stlylistyce , a moj industrialno-rockowy projekt i tak zostal olany) . Energy Lvevl Low - Breaker . Mam to gdzies bo gram koncerty regularnie i wszystko sie rozkreca. Irytuje mnie jednak fakt ,ze ta milosc , ktora zaszczepil we mnie Richard Patrick wypuszczajac "Short Bus" jest wystawiana na tak ogromna probe w rzeczywistosci , w ktorej przyszlo nam zyc. W rzeczywistosci presetow , Vanguarda. W rzeczywistosci kopiowania , braku inwencji i przykladania wiekszej wagi do dobrego uzycia zalotki przed koncertem niz nastrojenia instruemntow , tudziez zestorjenia ich z laptopem . Sa w PL dobre kapele . Trafia na lamy tego blogspota kiedy bede wrzucal ich plyty ,ale musialem z siebie wyrzucic te niechec do ....wlasnie , do wierzcholka gory lodowej bo takiego gowna rodzi sie coraz wiecej. No a teraz mozecie mnie dyskredytowac, bo pewnie sam sie juz dyskredytuje tym textem . Idzcie , wyplacznie sie na dyskotece, glupie pipki z naszyjnikiem z neonem z napisem "Kill Me". Pieprzone pokolenie dzieci z dobrych domow szukajacych problemow na sile bo ich zycie w luksusie stalo sie zbyt nudne , kiedy zamkneli im fotobloga . A macie , zdenerwujcie sie na to ,ze prymityw ,ktory slucha takich rzeczy , smial Was , cyber gotycka , elito skrytykowac .  


Koniec . That's my Turn To Bleed ;)

piątek, 28 października 2011

Corrupted Suburbs - "The Day They Walked The Earth"

Zdarza Wam sie czasami tak, ze macie jakas plytke, przesluchacie raz, odlozycie na polke (bo nie weszla <plyta nie polka>) a po jakims czasie, chcac dac materialowi druga szanse ,trafia on w was jak grom z jasnego nieba ? U mnie tak bylo w przypadku kapelki Corrupted Suburbs z Quebec'u i ich ,ostatnim do tej pory, wydawnictwem "The Day They Walked The Earth". Skoro juz zaczalem od tak odwaznej deklaracji to chyba trzeba sie wytlumaczyc. Co mnie odrzucilo za pierwszym podejsciem ? Trudno bedzie powiedziec , bo teraz katuje plyte po raz enty , ale sprobuje. Chodzilo chyba o brzmienie. No powiedzmy sobie otwarcie "high-end" to to nie jest. W zadnym wypadku nie chce powiedziec ,ze "The Day They Walked The Earth" brzmi jak pohukiwania lesnych ludzi o slowianskim dziedzictwie , chodzi mi bardziej o to ,ze produkcja tego materialu przywoluje na mysl rzeczy ,ktore wypuscil D-Trash . Pierwsze skojarzenie ? ot DKDance. Z tym tylko ,ze DKDance i Corrupted Suburbs to stylistycznie dwie rozne bajki. No i teraz mozemy zajac sie juz materialem Kanadyjczykow ( ja nie wiem , czy na tym swiecie tylko niektore kraje maja monopol na takie granie? ) Zeby ladnie to opisac znowu musze sie odwolac do innej , rownie zacnej, zalogi a mianowicie do Punish Yourself. Punktem wspolnym jest zadziornosc i "punkowosc" obu zespolow. Corrupted Suburbs sa jednak mniej kabaretowi . Zadziorni , ale powazniejsi, a muzyka jest bardziej zwarta i trzymana w ryzach. Co prawda Olivier nie jest mistrzem wokalizy i czesto ucieka sie do przesteru i krzyku (tudziez pojekiwan, co stanowi kolejny wspolny punkt) to nie psuje to odbioru plyty . Co wiecej , nadaje jej agresywny charakter . Tak wlasnie , agresywny a nie perwersyjny (i tym Kanadyjczycy zaplusowali u mnie bardzo mocno). Muzycznie to mieszanka Industrialnego-Rocka, DHC, Rapu (!) ("Fort Knox") i tzw: "Harsh-Electro" , ktorego na szczescie jest tu najmniej. Kompozycyjnie prezentuje sie to wszystko naprawde bardzo dobrze , numery wciagaja , elektronika wprowadza w trans a gitary szatkuja az milo. Tam gdzie trzeba zachowuja sie psychodelicznie , a gdzie indziej przywala mocarnym riffem. Mozna sie przyczepic do soundu instrumentu Daniela , ze moze mogloby byc ciezej , ze moglby byc bardziej zbasowany . Moze moglby i byc . Pytanie tylko ,czy wtedy "The Day They Walked The Earth" nie straciloby swojego klimatu . Klimatu, ktory na poczatku mnie troszke odrzucil a potem pochlonal bez reszty. Sprawdzcie to wydawnictwo, dajcie szanse a naprawde zalowac nie bedziecie. 


Corrupted Suburbs maja na chwile obecna na koncie wydawnictwa w liczbie dwoch , a sa to : Corrupted Suburbs - "S/T" (2004) i wlasnie , datowane na 2010 "The Day They Walked The Earth" . 


Oficjalna stronka : Corrupted Suburbs - Official
Probka tworczosci : Corrupted Suburbs - Hollow


Tracklista :

01. Time Lapse 02.12
02. A.M 04.50
03. Underoath 04.29
04. The Day they Walked the Earth 04.57
05. Understars 02.55
06. Hollow 04.12
07. Sedated 05.03
08. Fort Knox 03.32
09. Sundown 03.53
10. Fading 06.24
11. Waiting for the Tide 03.35 


No i sam material : 
Corrupted Suburbs - "The Day They Walked The Earth"

czwartek, 27 października 2011

Synthetic Minister - "Cult Following"


Kanada ! To slowo powinno mowic samo za siebie . Kolejna dawka wybitnego industrialnego rocka. Dzis przedstawiam Panstwu brend niu plytke kwartetu pod nazwa Synthetic Minister z ich najnowszym dzielem (2011) pod tytulem "Cult Following". Co mozna powiedziec o tym materiale (poza tym ,ze Kanada - co juz wiele mowi). Na pewno zespol sfokusowany jest bardziej na zabawe elektronika niz opieranie swoich kompozycji na gitarowych riffach . Nie oznacza to jednak ,ze gitara idzie w odstawke ,albowiem kiedy AJ przywali przesterowana , bezlitosna sciana dzwieku , na ktorej swoje frustracje wyrzuca ,rownie przesterowanym, glosem sT3V3 to sluchacz zostaje cisniety o sciane (opcja indoor) tudziez o latarniany slup (opcja outdoor). Panowie ,mimo tego ze stawiaja w pierwszym rzedzie na elektronike, nie traca ciezaru i klimatu. Elektronika ta bowiem jest surowa , agresywan i niesamowicie "inwazyjna" . Rytmiczne dzwieki sequencerow , przeszywajace na wskros mozg leady , a to wszystko osadzone na elektronicznych rytmach przywolujacych na mysl ....chociazby Front Line Assebmly. Daleko jednak temu materialowi do jakichkolwiek EBMowskich klimatow. Takie male kuriozum. Produkcja jest dosyc surowa (czasami niedomaga mix) ,ale Synthetic Minister nadrabiaja zdecydowanie kompozycjami. Dlugie ,ale pedza przez glosniki a sluchacz wydaje sie byc "jednostrzalowcem" , klaustrofobiczne na tyle ,zeby poczuc sie lekko zaniepokojonym ,ale majace listosc i czasami pozwalajace zaczerpnac swierzego powietrza. 
Skojarzenia ? Poza FLA , gdzies tam w tle Gothminister z jednej i NIN z drugiej strony przewija sie jeszcze duch projektu , ktory nie wiem czemu, nie zostal nigdy doceniony a mianowicie "I,Parasite" . Synthetic Minister tworzy nowa jakosc ? Chyba jeszcze nie czas. Na pewno jednak rokuje swietnie na przyszlosc. Pokazuje ,ze nawet odwolania do tak nadetych projaktow jak wspomniany "Gothminister" , stosowane w rozsadnych dawkach , nie psuja odbioru materialu. Ten zas zapewni Wam bardzo fajne , cyfrowe, chwile. No ale ...Kanada to Kanada .  ehh . Lord Take Me Now ! (bo w PL  poza paroma kapelkami , raczej prozno szukac takiej muzy). Zdecydowanie rekomnduje . 

P.S. zeby nie bylo ,ze tylko slodze to ...nastepnym postem pokaze co sie dzieje w PL . Niektore kapele zjade , niektore pochwale , no ale to moze wieczorkiem albo jutro . Trzymajcie sie perwery moje kochane ;) 


Kolekcjonerzy !! "Cult Following" to trzecia plyta Kanadyjczykow 
poprzednie dwie : "Existential Evolution" (2004)  i "Being For Others" (2005) zostaly wydane wlasnym sumptem i sa juz dzis "out of print" czyli biale kruki ,czyli trudno bedzie o nosnik do macania. Tak czy owak , postaram sie wrzucic jak zaczne zajmowac sie tu rzeczami starszymi . "Cult Following" zostala natomiast wydana przez : "Radio-Active-Music". 


Oficjalna strona : Synthetic Minister - Official
Probka Tworczosci : Synthetic Minister @ Reverb Nation


Tracklista : 


01. Dose For Reality
02. Just Another Part
03. The Great Purge
04. No Sympathy
05. One Day
06. Down With You
07. Tragedy of the Sycophant
08. Subterrwomb
09. Locust
10. Dissolution of the Super Ego
11. Trickmuster


No i plytka : 

Synthetic Minister - Cult Following

poniedziałek, 24 października 2011

Melt - "Emissions Of Hypocrisy"


Sebastaian Komor to postac, ktorej raczej nie trzeba przedstawiac. Legenda legendarnego projektu Icon Of Coil (sklad pierwotny) postanowila powolac do zycia projekt, ktory jest kwintesencja agresywnego i bezkompromisowego industrialnego rocka. Wydane przez Metropolis Records "Emissions Of Hypocrisy" od pierwszych dzwiekow daje nam do zrozumienia z czym mamy do czynienia. Agresywne , motoryczne gitarowe riffy, chlodne barwy synthow, sample i EBMowy drive moze przywolac na mysl najlepsze dokonania zarowno Ministry jak i Front Line Assemebly (to akurat nie dziwi). Wokal rownie zadziorny, zaczepny, przesterowany i bezlistosny. Mozna sie czepiac ,ze to juz bylo, ze nic nowego. Nic nowego? To prosze bardzo mi znalesc plytke o podobnej mocy, ktora bedzie tak mocno osadzona w latach 90-tych a brzmieniowo bedzie kasowac najbardziej wypolerowane "tfu" metalcore'owe "tfu" produkcje. Pewnie, ze nie ma tutaj miejsca na radiowe hity i na zewne ballady, ale chyba nie o to chodzi. Pamietacie "Paradise Now" od Die Krupps ? Pamietacie "Sex Reflex" od Bile ? Gwarantuje Wam zatem ,ze "Emissions Of Hipocrisy" wryje Wam sie w mozgi i zacznie siac zaraze przeokrutna. Pare postow wczesniej opisywalem Helltrash. Jakkolwiek "Bossfight" jest agresywna plytka tak "Emissions Of Hypocrisy" plasuje sie kilka poziomow wyzej w konkurencji "kopanie dupy sluchacza" a Sebastian Komor nie potrzebuje odwolan do perwersji wszelakich bo ta plyta jest perwersyjna , zbuntowana , wsciekla i kasa wszystko wokol . Tempa na ogol szybkie ,ale kiedy Sebastianowi zachce bawic sie w "groove" to od razu mam przed oczyma marsz rebeliantow gotowych podpalic rzadowe budynki. Doskonaly material. Dumny, bezczelny i miast brac zakladnikow dokonuje egzekucji na miejscu .


A tak wogole to ciiiichosza bo to przedpremierowy upload ;)


Oficjalna stronka : Sebastian Komor - Official Profile
Tak zwana probka : Melt - "Where Is Your God?" (Demo)


Tracklista:

01. The World Is On Fire
02. Destroy
03. Full Of (Sh)It
04. Worm
05. Kill Switch
06. Where Is Your God?
07. Everything Is Dead
08. Sleepwalker
09. Crush
10. In Your Head
11. Digital Truth 



No i oczywiscie plytencja 

Melt - "Emissions Of Hypocrisy"

poniedziałek, 17 października 2011

Dead Channel - "Un-X-Pressed"


I znowu jestesmy (bo w sumie nie opuscilismy) we Wloszech. Tak, ta scena to taka europejska Kanada ,czyli zaglebie Rocka Industrialnego. Tym razem przed Panstwem Dead Channel ze swoja trzecia plyta "Un-X-Pressed". Z czym mamy do czynienia ? Na pewno z ogromnym ciezarem i specyficzna duchota. Brzmienie jest geste do tego stopnia ,ze trudno tutaj wlozyc szpilke. Nie ma zreszta na nia miejsca bo jak ostre szpileczki, atakuja nas sample i inne elektroniczne zabawki. Nie elektronika jednak "Un-X-Pressed" zabija (chociaz ta jest calkiem sprawnie dobrana). Ta plyta to jeden wielki, bezlitosny walec, ktory nie bierze jencow i rozwala wszystkim czaszki. Pozbadzcie sie mysli ,ze tu jest chociazby gram "kucowatego" metalu. Nie ma mowy. Wszyelkie "metalowe" popierdolki przy tym materiale to ,jedynie, przytupaje rozwrzeszczanych wron. Dead Channel doskonale wiedza jak zbudowac piekielna atmosfere. Klaustrofobiczny sound doprawiony chorym z cierpienia wokalem (ktos sluchal Mansona chyba) i potezna ,ale naprawde potezna sekcja rytmiczna. Niektorzy beda sie tutaj dopatrywac Static-X czy Fear Factory. Jedyny wspolny punkt to "High-Endowa" produkcja. Dead Channel na "Un-X-Pressed" sa o wiele bardziej przytlaczajacy, powykrecani i ....agresywni. Tak , niech nie zmyla was motoryczne riffy utowu "Bug". Makaroniarze potrafia dolozyc do pieca i wejsc na naprawde wysokie obroty (nie tracac przy tym na ciezarze). Rzecz prosta jak drut : Zadnych solowek , zadnego efekciarstwa , zadnego "progresywnego smuta". Od poczatku do konca nowoczesny industrialny rock okraszony dysonansami wyplutymi przez dzwieki gitar. Material naprawde godny uwagi. Material, ktory spowoduje ,ze poczujesz sie zle , ale odnajdziesz w tym masochistyczna przyjemnosc. Rekomenduje przeogromnie. (Jakze mnie cieszy potencjalny "bol dupy" wszelkich  rockowych konserwatystow kiedy uslysza skowerowany klasyk Pink Floyd - "Money"). Informacja dla kronikarzy tez jest potrzebna . Otoz , Dead Channel nagrali 3 plyty (wszystkie do pobrania na ich profilu na FB) a sklad tworza (na chwile obeczna ) :

WASP16: Wokale , Elektronika
No(i)SE: Gitara
Kochis Kassbohrer: Bas
G. "Bista" Gaigher: Bebny


Oficjalny profil na FB (gdzie mozna pobrac cala dyskografie) Tu
Przyklad tworczosci : Dead Channel - "Bug" 

Tracklista : 

1. No More
2. Revenge
3. My Desease
4. Watch, Do Not Touch
5. Un-X-Pressed
6. Bug
7. Insurrection
8. Br[ain]['t]
9. Polyamory
10. Realize
11. Money(Pink Floyd Cover)
12. High
13. Nothing
14. The Truth 


No i plytka : 
Dead Channel - "Un-X-Pressed"

sobota, 15 października 2011

Xternlas - "Fistful Of Infinity"


I znowu Italia (chyba czas monitorowac "buta" bo dzieje sie tam naprawde wiele). Po zwartym i walacym prosto w facjate bezczelnym Helltrash (USA) , czas na druga strone barykady czyli na Xternals wlasnie. Ciezko wygrzebac info o Wlochach gdziekolwiek na tych calych "internetach". Sam natknalem sie na nich jakos przypadkiem. Spotkanie to jednak bylo bardzo mile , bo i bardzo fajna muze komponuje i nagrywa kwintet z Milanu. "Fistful Of Infinity" przynosi nam bowiem bardzo przestrzenne , pelne niebanalnych aranzy i motywow kompozycje . Dobra , ok , mozna przyczepic sie troszczke do brzmienia (ze moze za malo zbasowane) ,ale tylko w momentach kiedy gitary milkna. Kiedy jednak "Iori" stawia swoje sciany to wpadamy w ogromna swobodna przestrzen pozbawiona a nawet szydzaca z praw grawitacji. Wszystko to podparte elektronika (nie "nachalna" , ale dodajaca jeszcze wiecej smaku) i narpawde wybitnym wokalem. Tutaj nie ma miejsca na "mansonowanie". Nie ma miejsca na chrypienie , ktore ma ukryc braki warsztatowe. "Lex" ma naprawde szeroka game mozliwosci i wykorzystuje ja w pelni. Co mozna powiedziec o samych kawalkach ? Na pewno jest spokojnie, na pewno Xternals nie rozpedzaja sie do predkosci stunningowanego Lambo , a raczej jada ekonomicznym dieselem. Nie zmienia to faktu ,ze jazda ta jest poprostu badzo przyjemna. Mozna sie zapomniec, wsluchac w te nieinwazyjna muzyke , ktora niepostrzezenie, wyniesie nas po same chmury. Wiem, moze brzmi to wszystko troche patetycznie ,ale muzyka Wlochow naprawde ma w sobie cos z magii. Na samym poczatku mojej przygody z Xternals nie moglem sie do nich przekonac (moze to przez to ,ze brzmienie nie bylo wystarczajaca ciezkie), ale po kilku przesluchaniach "Fistful Of Infinity" kupili mnie w calosci. Naprawde polecam i tak jak pod Helltrash nie podpisalbym sie jako fan tego typu muzy tak tutaj jest to czego szukam w rocku industrialnym. A i co ciekawe - zero odniesien do NIN. Ciekawe o tyle ,ze Xternals robia swoje - czerpiac z dobrych wzorcow (vide : "influences") , buduja swoj sound , na tyle unilkatowy ,ze latwo ich rozpoznac posrod tuzina innych kapel. Tylko, zeby ich rozpoznac to najpierw trzeba na nich trafic a to zadanie nie latwe . No chyba ,ze ktos chce sie podjac organizacji gigu to prosze bardzo : Kontakt tu : manager@xternals.com albo band@xternals.com . 
No i mala notka dla kronikarzy. Xternals  wydali do tej pory 2 plytki : 

a przedstawia sie to tak: 

The Yesod Recordings (EP - 2008)  
Fistful of Infinity (CD - 2011)


Oficjalnej strony (poza strona z merchem) brak wiec badajcie profil FB   Tu
Probka tworczosci ? Prosze bardzo : Xternals - Pacific Stone 

Tracklista :

1. The Draining
2. Eden in a Room
3. Pacific Stone
4. Beyond This Glass
5. I.A.D.
6. Musim Hujan (the Darkest Season)
7. Until Daylight Comes
8. Arkytecht
9. Dead Frequency
10. Loud Speaking Ghost
11. As the Red King Awakes

No i rzecz najwazniejsza , material : 

Xternals - "Fistful Of Infinity"

środa, 12 października 2011

Helltrash - "Bossfight"



Byl taki czas kiedy z gatunku zwanego "crossover" wyewoluowal tak zwany "nu-tone". Nie chce juz tutaj wchodzic w rozkminy czy wspomniany "nu-tone" mial cos wspolnego z metalem czy nie (wg mnie na szczescie nie) ,ale na pewno dal podwaliny pod cos co nazwalbym (na uzytek tego krotkiego txtu) drugiej fali rocka-industrialnego. Co przez to rozumiem ? Na pewno mocniejsze brzmienie , ale tez wieksza prostote, takie prawie ze prostactwo. Praca gitar oparta na rwanych "post-kornowych" riffach plus sciana dzwieku postawiona przez puszczone wolno wiosla. Wszystko to podlane kwasna i powykrecana elektronika i mocno przesterowanym wokalem. Efekciarstwwo na 100 % , efekciarstwo oparte jednak na mega-solidnym brzmieniu. Pierwszy raz spotkalem sie z tego typu zabiegami na plycie Society1 - "Exit Through Fear" . Na sile moglbym podpiac pod ten nurt jeszcze "Datamerica" kapelki Revolter (ale to naprawde , na sile). Helltrash z Atlanty jest natomiast idealnym przykladem na takie prostackie, hedonistyczne ,industrialno-rockowe granie. Tutaj wszystko ocieka perwersja. W sumie to moglbym zamknac cala plyte w kilku slowach i napisac : " Doskonaly album na wyjebanie w pysk twojej perwersyjnej suki , ktora bedzie dusic sie od naduzycia twojego sterczacego chuja i srodkow psychotropowych (oczywiscie ,trzeba dodac Hell Yeah !)" . Tak koniec koncow wiele nie pomylilbym sie bo ekipa Helltrash stawia wlasnie na taka konwencje. Wiele ma to wspolnego ze stylowa , ktora czestuje nas Matt Zane. Z tym tylko ,ze Society1 jest mniej "cybernetyczne".  Muzycy z Atlanty maja jednak ten cyber - gotycki "groove" (zamkniety w topornej , na maxa uproszczonej konwencji). Na cale szczescie gitary wala jak mloty, perkusja tez nie bierze jencow a wokal , mimo tego ,ze z melodia wspolnego za wiele nie ma, dopelnia calosci. Muzyka zawarta na "Bossfight" to cos pomiedzy Static-X a Society1 wlasnie. Nie chce w zadnym wypadku powiedziec ,ze jest to zle, poprostu przyzwyczajony jestem do innego oblicza rocka-industrialnego. Nie zmienia to faktu ,ze nie ma sie tu do czego przyjebac bo w swojej kategorii i konwencji Helltrash sprawdza sie bardzo dobrze. Jest perwersja , jest wulgaryzm  i jest kupa poweru . Lubujesz sie w Static-X, Society1 ? Polubisz i Helltrash. Ja stoje gdzies z boku . Doceniam muzykow , ale blizej mi do bardziej hmmm "wyrafinowanej" formy ,chociaz .....czasami milo jest komus przypierdolic. 


Oficjalna stronka tych perwer : Helltrash - Official
Mala probka ich dewiacji : Helltrash - Gimme Suicide 

Tracklista : 

01. Initiate [0:53]
02. Gimme Suicide [3:22]
03. Cannibal [4:30]
04. Junkie [3:22]
05. F*ckable [3:28]
06. My World [I’m Not Human] [4:13]
07. Feed The Demon [3:14]
08. I Wanna Be Your Dog [3:22]
09. My Reflection [4:07] 


No i paczuszka : 

Helltrash - "Bossfight"

Vertical Section - "Death Throes"


Sa takie dwa powiedzonka : "Wszystko sie kiedys konczy" oraz "Natura nie znosi pustki". Dlaczego zaczynam ten dzien od madrosci ludowych ? Ano dlatego ,ze Trent Reznor sie zdecydowanie "skonczyl" (moim zdaniem konczyl sie powolutku juz od "The Fragile" - no dobra , nie konczyl ,ale klimat NIN zaczal sie jakos tak dziwnie ulatniac). Natura zas ,jak wspomnialem, nie znosi pustki wiec . Oto jest . Brand New EP (2011) od Vertical Section pod tytulem "Death Throes". Joel Day popelnil album dokladnie taki, jakiego spodziewaliby sie sluchacze "przed-thefragile'owego" NIN. Tutaj nawet melodyka jest trentowa. W zadnym wypadku nie mozna mowic jednak o kopiowaniu. Muzyk pochadzacy z Seattle ma pomysl na siebie i realizuje go konsekwetnie przez cala EP. Miesza rock-industrialny z EBM'em czy New/Dark-wave'owym klimatem. Nie zmienia to jednak faktu ,ze nad tym wszystkim krazy duch NIN z czasow kiedy Reznor byl u szczytu swoich mozliwosci. Day skupia sie coprawda bardziej na surowej elektronice (prawdopodobnie uzywa VSTi - bo dam sobie uciac to i owo , ze slysze tutaj wtyczke "Dominator") ,ale kiedy przywali gitarami to robi sie calkiem milo i ciezko. Automat perkusyjny nie drazni - ba , pasuje tutaj. Brzmienie jest odhumanizowane, chlodne i czyste. Zobaczymy co bedzie dzialo sie z projektem dalej. Ciezko wyrokowac po jednej EP . Pewne natomiast jest to ,ze nie raz i nie dwa bede sluchal tego materialu. Nie, nie jest to jeszcze "Down The Spiral" (bo do tego releasu NIN jest "Death Throes" najblizej) , ale jesli Joel Day pojdzie za ciosem to ,kto wie... Wiem czasy sa inne , to juz bylo ,ale ..za przeproszeniem jebac to ! Ta EPka jest wyborna i gwarantuje ,ze jesli szczytujecie przy "Piggy" to tutaj tez bedzie Wam bardzo przyjemnie. Hmmm, tak teraz to przeczytalem i same peany na czesc Vertical Section. No dobra - moze draznic troszeczke ta przesadna surowizna w kwesti elektroniki (a raczej synthow bo bebnow czepiac sie nie ma co) tylko to chyba taka krytyka dla samej krytyki. Jestem jednak polakiem a to zobowiazuje .....do tego zeby sie doczepic ;)

Oficjalna stronka : Vertical Section Official 
Jeden z trackow : Vertical Section - Paragon  

Tracklista :

01. Paragon
02. Breeder
03. Skeptic
04. A Warning
05. The Pump
06. Storm
07. Death Throes

No i esencja czyli material : 

Vertical Section - Death Throes 

wtorek, 11 października 2011

Raggedy Angry - "How I Learned To Love Our Robot Overlords"


Raggedy Angry pochodza z Kanady i (wg roznych zrodel) graja muzyke z gatunku "Dirt Synth" . Powiem Wam ,ze za sto diablow nie wiem co to jest ten "Dirt Synth" natomiast "How I Learned To Love Our Robot Overlords" przynosi nam dawke solidnego industrialnego-rocka. Industrialnego Rocka w swojej najczystszej postaci. Prozno tu szukac metalowych nalecialosci, nie ma grama dyskoteki. Sa natomiast swietnie pracujace gitary, toporna i walaca jak mlot perkusja , sample , synthy i wokal, ktory raz przywoluje na mysl Corgana a kiedy indziej Casey'a Chaos'a z amerykanskiego Amen. Kapela zostala zawiazana w Toronto w roku 2006 i od samego poczatku muzycy chcieli kroczyc sciezka wyznaczona przez tuzow gatunku. Czego tutaj nie slychac. Jest NIN , jest (na szczescie wczesny) Marilyn Manson, gdzies w tle pobrzmiewa Hate Dept. podlany Chemlab'em. Do tego wszystkiego Raggedy Angry dokladaja swoje cegielki tej arcy-interesujacej budowli. Ta muzyka jest gdzies podskornie oblakana. Na pierwszy rzut ucha wszystko brzmi normalnie, ale tam w glebi czai sie taki poldiabel, polblazen. Pamietacie "Anarchists Of Good Taste" zespolu Dog Fashion Disco ? O takiego wlasnie blazna mi chodzi. Oczywiscie Raggedy Angry tylko delikatnie zaczepiaja swoja cyrkowoscia, nie jest to ,jak w przypadku DFD, spiritus movens (czy jak sie to tam pisze) plyty . Fakt pozostaje faktem ,ze psychodeliczny posmak i wspomniana "cyrkowosc" wyroznia "How I Learned To Love Our Robot Overlords" na tle innych industrialno-rockowych plyt. Jest to najnowszy material Raggedy Angry datowany na rok 2010. W 2011 ekipa wypuscila plytke z coverami (troszke nie rozumiem tego posuniecia, trzeba bylo isc za ciosem bo przeciez zacny material) , no ale skoro Irvin Scabtree , Paul Roussel , Bryan Hachmann i Brendan Bell stwierdzili ,ze jeszcze nie czas na nowe autorskie numery to ...nie pozostaje nam nic innego jak tylko uszanowac ich decyzje i rozkoszowac sie "How I Learned To Love Our Robot Overlords", bo naprawde jest czym .

Gdyby kogos interesowalo (a w sumie warto sie zapoznac) to plytka z coverami zwie sie "Cum Under the Covers"

No to hyc - Oficjalna stronka Raggedy Angry Official 
No to hyc - Probka tworczosci Raggedy Angry - Easter Island Radiation 

Tracklista : 

1. Wake
2. Don't Mess with the S.S.
3. Burn Your Gods
4. Fire Engine Red
5. Sick Thoughts 
6. My Escape 
7. Take the Home 
8. Easter Island Radiaton 
9. Get Fucked 
10. Assimilate 
11. Superjet 
12. Digital Hell 
13. Robot Love 
14. Epiloge Cheers 

No i klasycznie juz , link : 

Raggedy Angry - "How I Learned To Love Our Robot Overlords"

2 Times Terror - Equals One Sudden Death



2 Times Terror sa okreslani jako zespol wykonujacy tak zwany "Metal Industrialny". Powiem szczerze ,ze taka etykieta odrzuca mnie juz na starcie ,bo miast sampli najczesciej mamy do czynienia z plamami klawiszy, melodyjne wokale z kolei ustepuja przesterowanej swini a caly "industrial" sprowadza sie do tego co zrobili ..And Oceans na "A.M.G.O.D" . Dlatego sceptycznie z poczatku podszedlem do materialu sygnowanego nazwa "2 Times Terror". Cale szczescie mylilem sie. Owszem , wokale sa osadzone w metalowej stylistyce , ale caloksztalt materialu wywola u pryszczatych "kucy" odruch wymiotny , kiedy sample beda draznic ich przelyki.... i bardzo dobrze. Nie takie etykiety straszne jak je maluja. No ale czas na garsc informacji . "Equals One Sudden Death" to material z roku 2010. Co tutaj mamy ? Mamy galopujaca sekcje rytmiczna , rozwrzeszczane (na szczescie nie histerycze) wokale, chwytliwe i motoryczne riffy i cala game sampli , synthow i innych perwersyjnych brzmien. Za kolektyw 2 Times Terror odpowiedzialni sa :  MC Raaka Pee (znany z Turmion Kätilöt) i HC CSD .   Turmion Kätilöt zreszta daje sie tu latwo wychwycic. Czy to praca gitar czy ogolny klimat. 2 Times Terror jest jednak mniej "metalowy" . Zaryzykowalbym stwierdzenie ,ze blizej tej kapeli do klimatow cyber-gotycko-darkwave'owych. Na cale szczescie melodyka i miazdzace gitary (po odstraszeniu wspomnianych kucy) odstrasza tez bande chlopcow i dziewczyn odkurzaczy , wiec fani sprzetu AGD uzywanego jako element imidzo-tworczy na cyber imprezach moga sobie spokonie dac spokoj. Dobra plytka. Bez smutow , bez ballad , bez depresji . Sa za to "narkotyki, cycki i ogolny hedonizm". Cieszy fakt ,ze konwencja (wystarczy obczaic zdjecia na oficjalu) nie przeslonila muzyki i ta broni sie doskonale sama. Panowie (i Pani) zdecydowanie wiedza do czego sluza instrumenty i gardla (i sie nie przypierdalac zboki , bo to ,ze Pani wie do czego sluzy gardlo oznacza tylko tyle ,ze mamy dobre spiewane refreny ;) )
Jestes zly ? Odpal "Equals One Sudden Death" , zrob to tez na imprezie , tylko moze nie rob tego za kierownica, chyba ,ze masz w dupie przepisy ruchu drogowego (i slusznie) bo to ,ze przekroczysz predkosc moge Ci zagwarantowac. 

Kilka spraw zatem : 
Oficjalna kwatera : 2 Times Terror Official 

Probka Tworczosci : 2 Times Terror - Maailman Tuomari

Tracklista : 


01. D.E.A.D (3:25)
02. Lust (4:03)
03. Kuoleman Kehdossa (3:35)
04. Forever Mine (3:46)
05. Equals One Sudden Death (4:25)
06. Maailman Tuomari (3:37)
07. Metalorgy (3:12)
08. Ik?v?ss? Paikassa (4:03) pic
09. Vaatteet (4:50)
10. Viel? Joskus (5:24)
11. Forever Mine (Porn-Bishop Remix) (5:02)


Link:
2 Times Terror - Equals One Sudden Death

Nero Argento - Three Hours Of Sun



Pozostajemy na chwilke jeszcze w nekanej kryzysem Italii . Krzykne glosno : Czy sa tu fani Celldweller ?!
Czy sa tu fani God Lives Underwater ?! Czy sa tu tacy , ktorzy chcieliby uslyszec wypadkowa tych dwoch kapel ? Tak ? No to mam cos dla Was . One man band Nero Argento i nowa (no nie tak do konca ,ale o tym pozniej) plyta "Three Hours Of Sun". Porownanie ,ktorego uzylem na poczatku mogloby sugerowac ,ze brak w tym materiale pomyslu na siebie. I tak i nie. Nero Argento jest charakterystyczny ,ale slychac ,ze Celldweller (warstwa muzyczna i producencka) i God Lives Underwater (przeswietne refreny - posluchajcie chociazby "Save Me From Myself") pozostawili pietno przeokrutne. Pytanie tylko czy to zle ? Moim zdaniem nie. Nie kazdy projekt musi odkrywac nowe sfery i swiaty . Tutaj mamy solidna dawke solidnej muzy inspirowanej solidnymi wzorcami , a szczypta wlasnej tozsamosci jest jaknajbardziej wyczuwalna. Pisalem ,ze to nie do konca nowy material . A wiec tak. Alessio Nero Argento wydal w roku 2010 material pod tytulem " Self Control Juice Manifesto" . W roku 2011 dopracowal brmienie i wypuscil kawalki raz jeszcze (dodajac kilka nowych trackow) pod nazwa "Three Hours Of Sun" wlasnie. Moznaby sie czepiac ,ze odcinanie kuponow ,etc ,ale ...te kawalki naprawde dostaly poteznego kopa, zyskaly na mocy a wiec zabieg jak najbardziej in plus. Nowoczesna muza, dzwieki ,ktore raz powoduja ,ze chce Ci sie rozpierdolic (tak , "rozwalic" to za malo) caly pokoj a kiedy indziej powoduje lawine refleksji. Slucham po raz kolejny tego materialu i juz mi wogole nie przeszkadza ten Celldweller. Naprawde warto tylko uwazajcie, to cholerstwo wciaga i to bardzo .

Klasyk nr 1:Official Website , hmm no i tu bedzie problem bo wiecej dowiemy sie z profilu na FB ktory jest  Tu
Klasyk nr 2:Probka tworczosci : Nero Argento - Save Me From Myself 

Tracklista : 

1. Trust
2. Play Us Loud
3. Daedalus Calls
4. Helpless Like You
5. The Antidote
6. Advertising Muse
7. Foreground
8. Save Me From Myself
9. Will You
10. Underneath A Sky Of Dust
11. Go Baby Go

no i linkacz : 

Nero Argento - Three Hours Of Sun

Army Of The Universe - Mother Ignorance



Army Of The Universe czyli witamy we Wloszech. Tym razem to nie "dinozaury", ktore rozpoczynaly kariere na przelomie lat 80tych i 90tych. Albert "Trebla" Vorne i Lord K (wczesniej w Kult Of The Skull God) powolali Armie Kosmosu do zycia w roku 2008 . W tym samym roku wydali EP "Lovedead". Album ,ktory Wam prezentuje to dzielo datowane na 2011. Co tu mamy? Pierwsze co rzuca sie w uszy to bardzo ciekawa mieszanka brzmien na pograniczu Haloblack (bebny, a raczej beaty - bo prozno szukac tutaj zywych blach) z naprawde ciezkim soundem i mechaniczna praca gitar. Nad tymi odhumanizowanymi stukturami plynie sobie glos Lorda K. ,ktory zadowoli zarowno fanow Sister Machine Gun jak i tych , ktorym serce glosniej bije na samo wspomnienie lat 80tych. Mimo tego nawiazania do czasow zamierzchlych material ten jest nowoczesny , swierzy a Wlosi nie boja sie siegac po najnowsze zdobycze studyjnej techniki. Wogole sie nie boja niczego bo porwali sie na numer Bjork (dokladnie to "Army Of Me") i wyszli z tej proby obronna reka. Jasne , ezoteryczne fanki i przeintelektualizowani fani "tanczac w ciemnosciach" beda mieli pewnie im to za zle . Jak mozna wladowac do delikatnego numeru Bjork tak mocarny riff . No jak ?? Gdzie ta delikatnosc i zmyslowosc ? Powiem Wam. Nie ma jej i bardzo dobrze . Army Of The Universe nadali temu kawalkowi nowy i ,wg mnie, o wiele ciekawszy wymiar. Nie tym coverem jednak ta plyta zyje. Zyje energia, glebokim brzmieniem, cietymi gitarami, wulgarna elektronika i naprawde swietnymi wokalami. Warto sprawdzic ten stuff bo udowadnia wszystkim ,ze rock industrialny ma sie dobrze . Rozwija sie. Wieloplaszczyznosc kompozycji pokazuje jak wielkim kunsztem wykazal sie producent "Mother Ignorance" a Metropolis Records moga byc dumni ze swoich podopiecznych.


No To Lecimy z oficjalna stronka : Army Of The Universe Official
No To Lecimy z Probka dokonan : Army Of The Universe - Goodnite 

Tracklista : 

1.Mother Ignorance – 4.12
2.Lovedead – 3.50
3.Goodnite – 3.37
4.Resin – 4.03
5.Army Of Me – 3.59
6.Cold In Heaven – 4.05
7.Hollywood Drama – 3.47
8.8 Flowers – 4.37
9.Quantisize – 2.15
10.Dust In The Universe – 5.21
11.Broken Porcelain – 4.00
12.Table In Hell – 4.19
13.Retarded – 3.34
14.Slower – 1.50

No i sendspace'owy link : 

Army Of The Universe - Mother Ignorance

16Volt - Beating Dead Horses



Eric Powell i Mike Peoples. Ten duet odpowiedzialny jest za zespol bedacy jednoczesnie kamieniem milowym i ikona rocka industrialnego. Zaskakujacym jest dla mnie fakt, ze "szestnastki" nigdy nie osiagnely poziomu atencji rownemu NIN czy Ministry. 16Volt na tej plycie trzyma caly czas te sama klase. Klase ,ponizej ktorej nie zeszli nigdy. Kazdy kto jest zaznajomiony z tworczoscia duetu wie czego sie spodziewac. Charakterystyczna melodyka, energia, rozrzut gatunkowy od wspomnianego wczesniej Ministry do ....Depeche Mode po kuracji hormonalnej. Naprawde dobra plyta, ktora poza ogromna przyjemnoscia z obcowania z w/w zmusza do refleksji. What the fuck is wrong with this filthy world . 16Volt powinien dzis byc na olimpie sceny rocka-industrialnego (zwlaszcza ,ze ten olimp wielki nie jest , bo i styl raczej niszowy). Nie zmienia to faktu, ze Panowie przywalili swietnym materialem , wiec ....bierzcie i sluchajcie z tego wszyscy. 

To co . Oficjalna stronka ? 16Volt Official   
To co . Probka ? 16Volt - Burn

Tracklista : 

01. Beating Dead Horses
02. The Wasteland That Is Me
03. Fight or Flight
04. Burn
05. You Will All Go Down
06. Breating Water
07. Ghost
08. We Disintegrate
09. Dissembler
10. Sick Sick Sick
11. The Carrion
12. Veins
13. Somewhere New 


No i oczywiscie link (sendspace) 

16Volt - Beating Dead Horses

Victory Pill - The Digital Divide

Jim Davies. Postac znana z Pitchshifter i The Prodigy. Gitarzysta i swietny kompozytor. Victory Pill to projekt, ktory mimo tego, ze egzystuje sobie w wieku XXI przecudnie odwoluje sie do klimatu, ktory dominowal na plytach wydanych w latach 90tych. Co tu mamy? Mamy kupe dobrych numerow, swietnych pomyslow aranzacyjnych, swietne brzmienie i uzalezniajaca chwytliwosc. Plyta wchodzi od pierwszego odsluchu i , mimo tego ,ze gitary nie rzygaja przesterem na lewo i prawo to dynamika trackow porywa. Rekomenduje zdecydowanie. Czuc w tym wszystkim mase profesjonalizmu i brak cisnienia. Davies nie jest raczej uzalezniony od Deadline'ow. Efekt tego taki ,ze na nastepce S/T (czyli wlasnie The Digital Divide) musielismy czekac prawie 4 lata . Warto bylo , zdecydowanie. Nie mozna tez zapomniec o tym ,ze Davies'a wspomaga Pete Crossman (no i oczywiscie live line-up) .
Anyway : Tu maczie stronke : Victory Pill Official
Anyway 2 : Tu macie probke : Victory Pill - Burnout
Anyway 3 : Tu macie track-liste :
1. Black & White (4:58)
2. Generation Waste (4:50)
3. Burnout (feat. Graeme Cornies) (5:23)
4. Aim Low (3:40)
5. New Ascendancy (3:54)
6. Save Yourself (feat. Graeme Cornies) (4:42)
7. Wavelength (5:26)
8. Welcome To Our World (4:37)
9. Spit (feat. Graeme Cornies) (4:17)
10. Memento (3:40)
11. Undefeated (feat. Hounds) (5:26)


No i oczywiscie link : (sendspace)


Victory Pill - The Digital Divide (2011)